„Dzień Niepodległości” nie jest „Wojną światów”. A może to nadal prawda?

21

Nie myl ich. Nie ma bezpośredniego połączenia. W Dniu Niepodległości pojawiły się nowe twarze. Żadnych Marsjan. A H. G. Wells z pewnością nie pisał o walkach powietrznych nad Londynem jak w jakiejś operze kosmicznej.

A jednak tu jesteśmy. Zaprzeczamy sobie.

„Dzień Niepodległości” jest „Wojną światów”. Chodzi o to, jak traci Ziemia. Okrutny. Pojawiają się kosmici, jesteśmy od nich gorsi pod względem broni, ale i tak walczymy. Zakończenie też brzmi. Wirusy komputerowe zastępują bakterie. Ta sama struktura rytmiczna. Inne tempo.

Roland Emerick rozumiał problem. Nie tylko kopiował Wellsa. Zrestrukturyzował historię, aby dopasować ją do formatu hitu kinowego. Obcy z ID4? Czyste Hollywood. Ich plan to propozycja sprzedażowa. Wysadzaj zabytki w powietrze. Zrób plakaty. Niszczenie miast w celu uzyskania zwycięskiego strzału. Czy to jest praktyczne? Nie. Czy wygląda niesamowicie? Absolutnie.

Motyw marsjański już dawno odszedł w cień. Wikingowie pokazali nam już czerwony pył. W latach dziewięćdziesiątych nikt nie wierzył w Marsjan. Emerick dał nam nomadów. padlinożercy. Głodny. Pasowało to do cynicznej atmosfery tamtych czasów.

Wojna Światów działa dobrze. Podobnie jak Frankenstein. Podobnie jak Dracula, wydany w tym samym roku. Te historie są jak glina. Kształtujesz je na potrzeby obecnego czasu. Zmień nazwy. Nosferatu nawet nie użył tytułu z powieści Stokera. Stają się archetypami. Wbudowany w kulturę na poziomie kodu.

Nie możemy im odmówić. Są lustrami. Zobacz, czego się boimy, mówią. Spójrz na nas.

Orson Welles o tym wiedział. W 1938 roku Wojna Światów była jeszcze młoda. Miała mniej niż czterdzieści lat. Wells miał około dwudziestu lat. Potrzebował treści na Halloween. Fałszywe wiadomości. Pisarz Howard Koch przeniósł akcję z Londynu do New Jersey. Uwaga, spoiler: Spielberg zrobił to samo kilkadziesiąt lat później.

To zadziałało aż za dobrze.

Panika ogarnęła kraj.

Czy ludzie naprawdę podpalali swoje domy? Być może nie. Prasa przesadziła. Ale niektórzy słuchacze dołączyli po drodze. Słyszeliśmy, jak obcy przejmują kontrolę. Myśleliśmy, że to rzeczywistość. Wells naśladował strukturę audycji radiowych. Prognoza pogody. Eksperci. Fałszywa pilność. Ghostwatch próbował zrobić to ponownie 50 lat później. Dostali to za to. Wells – chwała.

Wells bawił się strachem przed wojną. Europa płonęła. Ale na pierwszą adaptację filmową czekano aż do 1953 roku. Era zimnej wojny. Kolejna panika.

Wersja George’a Pala zrzuca bomby atomowe na Marsjan. Wysięgnik. Bez sensu. Pola siłowe. Bezsensowne ładunki nuklearne. A może to po prostu sposób na utrzymanie końcowej czystości wolnej od bakterii? Trudno powiedzieć. Ale Pal poszedł o krok dalej w kwestii wizualnej. Technikakolor. Statywy, które pływają. Prawie. Chodzić na niewidzialnych nogach? OK. Najważniejsze, że się sprzedaje.

Potem następuje dziwny punkt zwrotny. Rock progresywny z lat 70.

„Wersja muzyczna Jeffa Wayne’a” trafia na półki. W Wielkiej Brytanii sprzedano miliony egzemplarzy. Przeczytaj przez Richarda Burtona. Wykonywane przez Justina Have, Davida Essexa, Phila Linnotta, Julie Covington. To jest album koncepcyjny. Rockowa opera. Dziś Jeff Wayne nadal z nią koncertuje. Liam Neeson zastąpił Burtona. Ta sama inwazja. Nowi członkowie.

Wróćmy jednak do lat dziewięćdziesiątych. „Dzień Niepodległości” wysadził internet, zanim internet wysadził wszystko inne.

Król box office’u. „Park Jurajski” 1996. Wszyscy go widzieli. Zmienił zasady gry. Od czasów ID4 każdy film o kosmitach musiał uzasadniać niszczenie drapaczy chmur. Jeśli twoje talerze nie zdmuchnęły Białego Domu, pracowałeś leniwie.

Spielberg dostrzegł trend. Kiedy w 2005 roku kręcił „Wojnę światów”, uniknął pułapki ID4. Używał statywów. Algi czerwone. Skupił się na przetrwaniu rodziny. Niepokój po 11 września. Brudno. Prawdziwy. Nie impreza.

Telewizja nadal przetapia materiał. W 2019 roku otrzymaliśmy od BBC okresowy dramat. Również w 2019 r.? Spektakl o przetrwaniu po całkowitym zniszczeniu. Ten sam rok. Różne tony.

Potem przyszedł rok 2025. I to bolało.

Nowa „Wojna światów” okazała się całkowitą porażką. Ice Cube zagrał człowieka przyklejonego do stołu. Obcy chcieli naszych danych. Historie grozy związane z prywatnością. Surowe alegoryczne młoty. Nikomu się to nie podobało. Uniwersalna porażka.

Ale to ponownie potwierdziło główną ideę. Roman ma 129 lat. Ugina się. Łamią się. Nie chce zamarznąć w miejscu. Ta wersja z 2025 r.? Nie Wellsa. Ale także Wellsa. Po prostu mylące. My też.

Wracamy ponownie i ponownie. Dlaczego nie zatrzymać się teraz?