Star Trek: Strange New Worlds, sezon 4, odcinek 1, recenzja: Podróże w czasie, dinozaury i pas asteroid

14

Jeśli kiedykolwiek pociągał Cię czerwony pył Marsa, nie jesteś sam. Sezon 4 Strange New Worlds rozpoczął się premierą, która nie mogła być lepiej wybrana.

Wisła Viking 1 obchodziła 50. rocznicę swojego pobytu na powierzchni Marsa. Niedawno badacze z Oksfordu zasugerowali, że pod skorupą Marsa mogła kiedyś znajdować się aktywna magma. Oznacza to, że Czerwona Planeta może nadawać się do zamieszkania znacznie bardziej, niż sądziliśmy.

Science fiction zawsze uwielbiało ten pomysł. Od H. Wellsa po Dooma obsesja jest prawdziwa. Zazwyczaj Star Trek zajmuje się Marsjanami, przedstawiając ich jako żyjących tam ludzi. W XXIV wieku stocznie Utopia Planitia zajmowały się naprawami statków kosmicznych zarówno dla Zorga, jak i Dominium. To był ruchliwy port kosmiczny. Ale rdzenni Marsjanie? Nie było ich wielu. Jeszcze nie.

Podróż do 65 milionów lat temu

Premiera czwartego sezonu „Valles Marineris” zmienia zasady gry.

Kapitan Pike i załoga USS Enterprise cofają się w czasie o 65 milionów lat. Cel na papierze jest prosty: zdobyć iryd, aby naprawić statek po tym, jak wpadnie on w anomalię kwantową. Ale to zadanie okazuje się znacznie trudniejsze.

Una Chin-Riley (Rachel Romijn), La’an Noonien-Sing (Christina Chang) i Erica Ortez (Melissa Navia) lądują na czymś, co znamy jako Ziemia. Zwiad znajduje dinozaury. I lalka z oryginalnego Parku Jurajskiego.

La’an ma zdolność uderzania gada. To moment, który wydaje się absurdalny, dopóki nie stanie się rzeczywistością. Nadepniesz na robaka, wywołasz efekt motyla i nagle ludzkość nigdy nie istniała. Standardowe ostrzeżenia Gwiezdnej Floty. Ale wykonują swoją pracę.

Prawda o Czerwonej Planecie

Okazuje się, że tym światem była w rzeczywistości Ziemia. Ale na orbicie? To właśnie tam kryje się prawdziwa historia.

Pike ma na półce książkę Edgara Rice’a Burroughsa „Księżniczka Marsa”. Można się domyślić, co będzie dalej.

Dowódca operacyjny Cassell (Saffron Burrow) jest jednym z członków załogi wyglądających na ludzi. W rzeczywistości są Marsjanami, którzy ewoluowali miliony lat przed przejęciem władzy przez Wolkanów i Klongów. Spock zauważa, że ​​marsjańskie DNA jest wszechobecne. To komplikuje teorię Star Trek: Następne pokolenie na temat przodków.

Ale Cassella nie interesują starożytne pochodzenie. Dba o Dol’Dream.

Ci najeźdźcy pajęczaków żyją na piątej planecie naszego układu. Tak, na piątej planecie. Sceptyczni naukowcy wiedzą, że nie odpowiada to naszemu Układowi Słonecznemu. Jowisz jest gazowym olbrzymem. Nie ma tu solidnego piątego kamienia. Chyba że… Pas asteroid znajduje się w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się planeta.

Cassell widzi przyszłość, w której jej rodzinny świat zamienia się w martwe pustkowie. Dyplomacja nie wchodzi w grę. Kradnie antymaterię z Enterprise. Buduje broń. Taki, który całkowicie zniszczy świat najeźdźców.

Pochodzenie Pasa Asteroid

Wybuch nie tylko kończy wojnę. Zmienia historię.

Spock potwierdza, że ​​szczątki tworzą Pas Asteroid. Jest to bezpośrednie nawiązanie do „Hipotezy Zniszczenia”. Wysunął to niemiecki astronom Heinrich Olbers na początku XIX wieku. Uważał, że między Marsem a Jowiszem eksplodowała planeta wielkości Księżyca. Fragmenty stały się pasem, który widzimy dzisiaj.

Współcześni naukowcy twierdzą, że jest to mało prawdopodobne. Grawitacja prawdopodobnie przyciągnęła pył i skały do ​​siebie. Ale zgodnie z logiką uniwersum Star Trek? Pasuje idealnie.

Fale uderzeniowe rozchodzą się w czasie. Mars traci ciepło. Staje się zimny. Życie jest trudne do przetrwania. A potem?

Asteroida Chicxulub zbacza z kursu. Leci w stronę Ziemi. Niszczy dinozaury. Rozpoczyna erę kenozoiku. On toruje drogę człowiekowi.

Najtrudniejsza decyzja w historii Star Trek

To nie jest tylko przeniesienie formuły przezroczystego aluminium ze Star Trek IV. To coś więcej. Nawet interwencja Zorga w historię w Pierwszym Kontaktie wydaje się w porównaniu z tym błaha.

Pike trzymał los w swoich rękach przez 65 milionów lat.

Protokół federacyjny nakazuje interwencję. Nie pozwól, aby technologia zniszczyła cywilizację. Nie naruszaj Podstawowej Zasady. Ale Pike widzi szerszą perspektywę.

A co jeśli Enterprise zawsze miał tam lecieć? A co, jeśli ludzkość istnieje tylko dzięki temu, że załoga odpowiedziała na wezwanie pomocy sprzed 65 milionów lat?

„W naszej przyszłości nie ma piątej planety” – mówi Pike.

Pozwala Cassellowi strzelać. Akceptuje ten harmonogram.

To piękny i przerażający paradoks. Próbując prześledzić związki przyczynowo-skutkowe, możesz zdezorientować swój mózg. Ale odcinek toczy się zbyt szybko, żeby przejmować się dziurami logicznymi. To jest papkowate. To świetna zabawa. Zawiera dinozaury, Marsjan i historię pochodzenia nas wszystkich.

Czego chcieć więcej we wtorkowy wieczór?

Prawdopodobnie mniej egzystencjalnego strachu. Jest to jednak kompromis, na który jesteśmy gotowi pójść.